ŁEBA
Po blisko 12 latach ponownie przybyłem do tego nadmorskiego kurortu. Dokładnie to 20 lat od mojej pierwszej wizyty. Na pierwszy rzut oka w miejscu, gdzie wysiedliśmy, nic się nie zmieniło, no może nie wiele, ale dworzec kolejowy, jaki był kiedyś, taki jest do dziś dnia.
Dla ciekawostki wyjechaliśmy z Katowic 3 godziny po pociągu do Łeby, a przyjechaliśmy godzinę szybciej. Taka mała ciekawostka. Chwila na ogarnięcie się i ruszyliśmy przed siebie. Obraliśmy kierunek centrum, gdzie poszliśmy na ulice Topolową 7. Chciałem pokazać córce pensjonat, w którym spędziłem jedne z najlepszych wakacji w życiu.
Po wspominaliśmy sobie stare dobre czasy, chwila odpoczynku i dalej w drogę. Obraliśmy kierunek Wydmy. Udaliśmy się na Wojska Polskiego główną ulicę spacerową, gdzie parkują busy do Rąbki. Wsiedliśmy do busika i po kilku minutach byliśmy już u wrót Słowińskiego Parku Narodowego.
Tutaj jak w prawie każdym parku narodowym obowiązuje opłata za wstęp:
- dorośli 6 zł
- dzieci 3 zł
więcej informacji o opłatach i infrastrukturze przeczytacie tutaj -> Oficjalna storna SPN.
Chwila zastanowienia idziemy pieszo, korzystamy z transportu. Wybraliśmy rejs statkiem:
- Rąbka -> Wyrzutnie
- dorośli 14 zł/os
- dzieci 10 zł/os
- Wyrzutnie -> Rąbka
- dorośli 10 zł/os
- dzieci 8 zł/os
Bilety są, więc udajemy się na miejsce cumowania statku.
Po krótkim spacerze pojawił się przed nami długi drewniany pomost, gdzie cumują elektryczne łodzie wożące turystów po jeziorze Łebsko.
Oczekiwanie na statek możemy sobie umilić, wchodząc na wieżę widokową, którą mamy po prawej ręce stoją przodem do jeziora.
Na wieże wejdziemy w drodze powrotnej, nie było czasu od razu, ponieważ zaraz przypłynął statek.
Wsiadamy na pokład.
Statek nie posiada wysokiego pokładu. Pasażerowie mają do swojej dyspozycji ławeczki oraz dwa miejsca na rufie.
Odcumowaliśmy i płyniemy.
Po drodze mamy piękne widoki z jeziora Łebsko i mijamy drugi statek po nim pływający.
Pogoda jak nie nad morzem cały czas nam sprzyjała, nie było upalnie, nie było zimno, było akurat w sam raz. Po około 20 minutach rejsu dobijamy do pomostu przy wyrzutniach. Opuszczamy pokład, a nasz statek rusza w kurs powrotny.
My udajemy się w kierunku wyrzutni.
Krótki spacerek przez las i docieramy do drogi z Rąbki na Wydmy.
Wyrzutnie leżą mniej więcej w połowie drogi na wydmy. Warto się tutaj zatrzymać, ponieważ w czasie II Wojny Światowej była tu stacja badawcza i udoskonalająca rakiety V1 i V2. Rakiety, które według niektórych historyków mogły zmienić wynik wojny.
Bilety wstępu kosztują odpowiednio:
- dorosły – 14 zł/os
- dzieci – 10 zł/os
Na terenie zobaczymy wiele historycznych elementów oraz oryginalne miejsca odpalania, oraz montowania rakiet.
Kilka informacji o tym miejscu z wikipedii:
Muzeum mieści się na dawnym poligonie rakietowym, powstałym w 1940 roku. Podczas II wojny światowej, w latach 1940-1945 Niemcy prowadzili tu próby z pociskami rakietowymi w ramach projektów „Rheintochter” oraz „Rheinbote” (V4). Po zakończeniu działań zbrojnych teren poligonu przejęła Armia Czerwona. Następnie, w latach 1967-1974 utworzono tu Stację Sondażu Rakietowego, w ramach której testowano polską rakietę meteorologiczną „Meteor”.
Aktualnie w ramach muzealnej ekspozycji prezentowane są rakiety z różnych okresów (począwszy od lat II wojny światowej) oraz ich elementy, zabudowania z okresu wojny: bunkier dowodzenia, lej wyrzutni, fundamenty stacji radiolokacyjnych oraz fundamenty hali montażowej, a także inne militaria.
Polecam wybranie się tutaj, na dłużej niż my mieliśmy czasu. Wszędzie dookoła mamy tablice i wiele ciekawych eksponatów, które można dotknąć. Każde miejsce ma bogaty opis, co znajdowało się w tym miejscu i rys historyczny. Jak już zwiedzicie ekspozycję, to polecam się udać na wieżę widokową, a z niej zobaczycie takie widoki.
My po krótkim i intensywnym zwiedzaniu udaliśmy się dalej w kierunku wydm. Po blisko półgodzinnym spacerze dotarliśmy na miejsce. Zostało jeszcze 300 m.
Tutaj poruszamy się już jak po plaży, nie polecam wędrówki w obuwiu, sandałach czy klapkach.
Wejście na wydmę i dojście do niego szybko to zweryfikuje. Jak byłem ostatni raz w tym miejscu, Wydma Łącka była jakieś 600 m dalej i podejście na nią nie było tak łagodne, jak teraz. Jak widać, czas leci, a Wydma przemieszcza się cały czas do przodu. Nasz wysiłek jednak wynagradzają takie widoki.
Wychodząc na Wydmy, możemy się poczuć, jak na pustyni, gdyby nie widok morza.
Tutaj znów będę się posiłkował filmikiem Michała Sadowskiego CEO Brand24. Michał mówi o swojej przygodzie z wydmami i Słowińskim Parku Narodowym 1:50 minuty, ale polecam cały filmik obejrzeć.
Nam się nie udało załapać na wschód słońca, ale i tak widoki są zapierające dech w piersiach.
Pora wracać do Łeby i znów spacerkiem w kierunku Rąbki, a na wysokości wyrzutni popłynęliśmy statkiem z powrotem. W oczekiwaniu na bus do centrum Łeby mieliśmy chwilę czasu, którą spożytkowaliśmy na wdrapanie się na wieżę widokową.
Powiem Wam, naprawdę warto. O to panorama, jaką zobaczyliśmy z wieży widokowej.
Po około 20 minutach podjechał bus, który nas przywiózł. Polecamy takie rozwiązanie, gdyż można spokojnie sobie zaplanować pobyt, a kurs powrotny odbywa się po telefonicznym wezwaniu busa. Nie musimy szukać rozkładów jazdy i innych, po prostu mamy bezpośredni kontakt z kierowcą, który nas przywiózł.
Wróciliśmy do centrum.
Tak się złożyło, że była już pora obiadowa, a nasz prowiant zniknął w niewyjaśnionych tajemniczych okolicznościach. Głodni przypomnieliśmy sobie, co nam Bogna podpowiedziała gdzie zjeść dobrą rybkę w Łebie. Obraliśmy więc z córką kierunek port.
Udaliśmy się do małej ogrodowej knajpki. Tak dobrze przeczytaliście do ogrodowej knajpki.
Dotarliśmy w ten sposób do smażalni ryb u Dettlaffa. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to zadbany ogródek.
Gdzie pod nie wielkim zadaszeniem mamy bar.
A to wszystko wśród bujnej zieleni. Naprawdę fajne klimatyczne miejsce. Zamówiliśmy zupę kurkową.
Zupa podana i zrobiona jak u mamy. Domowa kuchnia pełną gębą. Nikt tutaj nie oszczędzał składników. Sami zobaczcie.
Delikatny smak grzybowy, ucierane kluseczki oraz świeże chrupiące kurki. Zupa rozpływała się po podniebieniu i z każdym kolejnym kęsem człowiek chciał więcej. Delikatny wywar nie zakłócał nam smaku. Część z Was może się doczepić dużej ilości zieleniny, ale mnie to nie przeszkadza, sam w domu potrafię sobie nawet więcej nasypać.
Po krótkiej chwili i marudzeniu dziecka, że ryba jest fuj, że nie zje i ogólnie to nie jej bajka wylądowały przed nami dwa zestawy z dorszem. Mój był z masełkiem czosnkowym, córa dostała klasyk z cytryną.
Filet z dorsza olbrzymi, naprawdę w porównaniu z tym, co jadłem w tym roku w Ustce, Mielnie, Kołobrzegu, to jeśli chodzi o wielkość dania, to ten zestaw z Łeby jest największy. Najsmaczniejsza rybka była w Kołobrzegu i w Mielnie. Tutaj dorsz także był smaczny, ale jakoś to masło czosnkowe nie przemówiło do mnie. Porwałem, więc dziecku resztkę cytryny o pokropiłem swojego dorsza. Teraz nabrał smaku. Ryba świeżutka, smażona świeżym oleju, frytki złociste, niebrązowe. Sałatki świeże i smaczne.
Mogę z czystym sumieniem Was zaprosić do Łeby na rybkę u Dettlaffa, co więcej niech dla Was będzie to rekomendacją, że mój „frytkojad” zostawił frytki i zjadł całą rybę, ba nawet jak próbowałem kawałek skubnąć z jej talerza, stoczyliśmy walkę na widelce. Niestety przegraną przeze mnie.
Koszty:
- zupa 8 zł 250 ml
- Zestaw z dorsza 22 zł z frytkami i surówkami
Zupa i zestaw z dorsza napełnił nasze brzuchy do pełna. Czas ruszyć dalej.
Z obiadu udaliśmy się portem.
W kierunku kanału portowego.
By wzdłuż niego dotrzeć w kierunku morza, mijając po drodze kutry rybackie, które przywiozły właśnie świeżą dostawę ryb.
My idziemy dalej kanałem portowym, gdzie mijamy kapitanat po prawej, a po lewej Łebska marinę.
Niestety nie udało mi się dotrzeć na finały regat Tall Ships w Szczecinie, ale miałem okazje spotkać chyba jednego z uczestników wpływającego do Łeby.
Dotarliśmy do plaży. Widok z wyjścia kanału portowego do morza.
Chwila odpoczynku i ruszyliśmy dalej. Parkiem w kierunku jednego z głównych wejść na plażę w Łebie.
O to ono.
My udaliśmy się dalej. Do wejścia na plażę w okolicy hotelu Neptun, gdzie jest duży taras widokowy, a o to, dlaczego warto tutaj wejść na plażę.
Ten widok poza wydmami jest najczęstszym na pocztówkach i materiałach promocyjnych z Łeby.
Powoli czas zbierać się ku dworcowi i miejscu skąd odjedziemy w kierunku domu. Powoli idziemy w kierunku dworca, zahaczając kiedyś główną ulicę wjazdową do Łeby a dziś deptak. Ulica Kościuszki
Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na Port.
Chwila odpoczynku przed drogą w parku przy dworcu kolejowym.
Żegnamy się z Łebą, zmęczeni, ale zadowoleni z tego, co nam udało się zobaczyć. Poszliśmy jeszcze na dworzec PKP, gdzie około godziny 20:45 podstawiono pociąg z Łeby do Katowic. Ironią losu dla podróżnych pociągiem jest to, że w tym samym czasie odjeżdża autobus, którym przyjechaliśmy. Porównywanie obu środków byłoby w nie na miejscu. Niestety kategoria TLK (kiedyś Tanie Linie Kolejowe) pozostawia wiele do życzenia. Nasz klimatyzowany, wygodny i posiadający dostęp do internetu autobus, podstawił się punktualnie o 20:45.
Pasażerowie jak zwykle sprawnie zajęli miejsca w autobusie, jest jeszcze kilka minut do odjazdu, więc czas na pamiątkowe foto z Łeby. Na zdjęciu nasi kierowcy Michał i Jarosław, którzy wypoczęci i uśmiechnięci są już gotowi do drogi powrotnej.
21:00 ruszamy, pociąg wyrusza o 21:04. My docieramy do Katowic planowo o 5 rano a pociąg 4 godziny później.
Zapraszam do ostatniej części wpisu -> powrót do Krakowa i podsumowanie wyjazdu
