Gorlice <> Kołobrzeg
No to zaczynamy relację z nowego połączenia. Jak już wspomniałem z przygodami i nerwowymi chwilami, rozładowywanymi przez zrządzenia losu dotarłem szczęśliwie do Gorlic. Około godziny 14: 15 pojawił się znajomy widok.
Na stanowisko numer 1 podjechał najnowszy nabytek firmy Voyager Mercedes 17 RHD (więcej o nim będzie w osobnym wpisie oraz w dalszej części wpisu).
a za sterami Tomek i Marcin, z którym jechałem pierwszym kursem w zeszłym roku. (Relacja tutaj -> Krynica <> Kołobrzeg inauguracja połączenia) Frekwencja na dworcu nie była oszałamiająca (nie ma się co dziwić niedziela), przez co pasażerowie szybko zajęli swoje miejsca i mogliśmy wyruszyć w drogę do Kołobrzegu.
Przed nami kilka przystanków: Jasło, Rzeszów, Lublin, Warszawa, Koszalin, Mielno, Sarbinowo, Ustronie Morskie.
Po około półgodzinnej jeździe dotarliśmy do Jasła, gdzie przystanek usytuowany jest przy ul. Metzgera naprzeciwko dworca kolejowego.
Tutaj sporo ludzi czekało na nas i autobus zaczął się wypełniać.
Jak zwykle sprawnie i szybko udało się zapakować pasażerów i można było ruszyć w dalszą drogę. Zaraz z przystankiem w żegnał nas samotny parowóz.
Po opuszczeniu Jasła udaliśmy się w kierunku kolejnego postoju, czyli do Rzeszowa. Nasza podróż do stolicy Podkarpacia trwała około 90 minut. Pogoda cały czas była upalna, choć słońce zaszyło się za chmurami. Nasz podróż przebiegała naprawdę sprawnie z racji niedzieli i stosunkowo małego ruchu. Dojeżdżając do dworca w Rzeszowie, mijamy dwa najbardziej charakterystyczne budowle.
Hotel Rzeszów oraz Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie. Na rondzie skręcamy wprawo i pod kolistą kładką dla pieszych skręcamy w lewo na dworzec, gdzie po wjeździe zajmujemy stanowisko numer 9.
Kierowcy zabrali się za obsługę pasażerów, a ja postanowiłem uwiecznić Rzeszowski Dworzec Autobusowy, który niestety jak spora ilość dworców w Polsce czeka na swój czas.
Urodą nie grzeszy, ale jednak ma coś w sobie z ubiegłych lat. Choć z dawnych dworców to naprawdę byłoby mi żal, jakby Kieleckie UFO zniknęło z powierzchni ziemi. Urok dworca w Rzeszowie nie przypadł mi do gustu.
Pasażerowie zasiedli w swoich miejscach, a my możemy ruszać dalej.
Obieramy kurs na Lublin, gdzie powinniśmy dotrzeć po około 3h jazdy. Rzeszów opuszczamy przy coraz bardziej psującej się pogodzie.
Gdzie po kilku kilometrach. pojawia się nam widok nadciągającej burzy.
Pogoda się popsuła i zaczęły się schody. Niestety kierowcy w Polsce widząc zmieniające się warunki atmosferyczne, nie potrafią dostosować się do nich i nie zmieniają swojego stylu jazdy. Po drodze złapaliśmy spore opóźnienie, nie przez remonty, nie przez pogodę, a właśnie przez mistrzów kierownicy, którzy co rusz przyozdobili rowy po drodze swoimi pojazdami. My mimo przeciwności losu zmierzaliśmy dalej.
Jak dobrze wiadomo, po nawet największej burzy musi przyjść słońce, tak też miewaliśmy i my po drodze.
Powoli zbliżamy się do Lublina. Niestety przez mistrzów prostej takich jak ten, który przecenił swoje możliwości.
Lublin przywitał nas upałem i duchotą, niebo nad nami czekało tylko na okazję, by podlać deszczem, co nadawało jeszcze klimatu temu dworcowi.
Ja znów korzystając z chwili, zwiedziłem na szybko z aparatem dworzec. Podobnie jak dworzec w Rzeszowie, tak i ten w Lublinie nie należy do tych, gdzie chcielibyśmy spędzić noc, czekając na swoje połączenie.
Odniosłem wrażenie, że kupcy, którzy handlowali na Stadionie X Lecia w Warszawie (obecnie Stadion Narodowy), znaleźli swoje miejsce właśnie na dworcu w Lublinie. Będąc tutaj poprzednim razem, cały dworzec był w kramikach, wszędzie ktoś coś sprzedawał. Z racji niedzieli i będąc wieczorową porą, można by było odnieść wrażenie, że nic tu się nie dzieje.
Tak naprawdę w ciągu tygodnia to miejsce jest czynnym targowiskiem.
Pasażerowie już odprawieni, a my ruszamy w kierunku Warszawy.
Pogoda niestety nie rozpieszczała nas po drodze, ale nawet w takich warunkach można spotkać magiczne chwile, które warto uwiecznić.
Przed nami około dwóch godzin trzydziestu minut jazdy do Warszawy. Nasze opóźnienie wynosiło około 30 minut, gdzie po drodze udało się je zminimalizować, bo było znacznie większe. Niestety tak to czasem bywa. Najważniejsze jest to, że kierowcy starają się dojechać do celu bezpiecznie i rozkładowo, ale nie zawsze się udaje. Pamiętajmy o tym, ponieważ bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Około 22 z minutami dotarliśmy do Warszawy.
Po kilku minutach jazdy zatrzymaliśmy się na jednym z dwóch przystanków dla tej linii, Metro Wilanowska.
Kilku pasażerów wysiadło, a my ruszyliśmy w kierunku Placu Defilad gdzie naprzeciwko Pałacu Kultury i Nauki spotykają się obie linie Gorlice <> Kołobrzeg i Krynica <> Ustka.
Z racji opóźnienia autobus do Ustki nie czekał na nas i pojechał na Młociny, ale pasażerowie z przesiadką nie musieli się nic martwić, gdyż kierowcy i przewoźnik dopracowali przesiadki. My szybko zrobiliśmy obsługę pasażerską i mogliśmy ruszyć dalej.
Ustka w międzyczasie zabrała swoich pasażerów z Młocin i także wyruszyła nam na spotkanie. Po około 20 minutach spotkaliśmy się zaraz za Warszawą, gdzie pasażerowie mogli się przesiąść bezpiecznie na swoje dalsze połączenia.
Po krótkiej przerwie i przesiadkach ruszyliśmy dalej w kierunku Kołobrzegu. Następny przystanek Koszalin. Tutaj mamy kilka godzin na sen. To dobra sprawa podczas nocnych podróży, gdyż możemy się przespać, nie budząc się na kolejnych przystankach. Dzięki temu możemy już od samego rana korzystać z uroków pobytu nad morzem. Około godziny 6 rano Koszalin przywitał nas mgłą i niezbyt przyjazną aurą. Choć po drodze nic nie wskazywało takiej sytuacji.
Tutaj część pasażerów zakończyła swoją podróż, a my ruszyliśmy dalej do Mielna. Tutaj zameldowaliśmy się po około 15 minutach.
Po wysadzeniu pasażerów ruszyliśmy do przedostatniej miejscowości po drodze, czyli Sarbinowo.
Gdzie słońce powoli wznosiło się zza horyzontu, oświetlając bajecznie wszystko dookoła. Postanowiłem wykorzystać tę chwilę i dałem szybkiego szusa na plażę. Tak to jest miejsce, gdzie Voyager zatrzymuje się praktycznie nad samą plażą.
Wykorzystałem ten fakt kilka set metrów dalej i także postanowiłem zrobić foto na tle morza.
Przed Kołobrzegiem czeka nas jeszcze jeden przystanek w Ustroniu Morskim.
Ten przystanek, jak i w Koszalinie są wspólne dla obu linii do Kołobrzegu. My po szybkiej odprawie pasażerów udających się na wypoczynek ruszyliśmy już na ostatni już przystanek. Po drodze spotykaliśmy się z ruszającym Pendolino w stronę Krakowa.
Godzina 7 z minutami docieramy na miejsce. Przystanek Kołobrzeg Ul. Kniewskiego
Dworzec PKP – stanowisko nr 5.
Szczęśliwie po raz kolejny dotarliśmy do celu. Pasażerowie wyruszyli do swoich kwater, domów, mieszkań na wypoczynek i nie tylko, a przed nami jeszcze mała sesja zdjęciowa na tle Portu w Kołobrzegu.
Kierowcy Marcin i Tomek dowieźli prawie komplet pasażerów do nad morze. Pomimo wielu godzi spędzonych za kółkiem, czasem w bardzo trudnych warunkach, wyglądali na wypoczętych i nie widać było na nich tej całej drogi.
Po sesji zdjęciowej udali się na parking i wypoczywać przed kursem powrotnym, a ja ruszyłem na spacer.
