Kołobrzeg
Autobus na parkingu, przede mną drugi spacer po tym ciekawym mieście uzdrowiskowym. W zeszłym roku nie byłem wszędzie i nie wszystko udało się zobaczyć, tym razem też tak było. Moje pierwsze kroki skierowałem w kierunku wschodnim, gdzie udałem się w poszukiwaniu Amfiteatru i miejsca, gdzie odbywał się Sunrise Festiwal. Po drodze uruchomiłem sobie Endomondo i zacząłem spacer w rywalizacji, która ma na celu pomoc innym. Przyznam się Wam, że od praktycznie samego początku akcji Pomoc Mierzona Kilometrami i jak co roku dorzucam sporą ilość km. Wy też możecie w ten sposób pomagać innym. To nic nie kosztuje. Tak wygląda mój spacer w tym roku po Kołobrzegu.
Ruszyłem ulicą Fredry w stronę morza, po drodze mijając amfiteatr, dotarłem do Kamiennego Szańca.
Skąd wyruszyłem w stronę Mola. Udałem się więc parkiem w drogę.
Spacerkiem nieśpiesznie dotarłem na Molo.
Te widoki już dobrze znacie, z poprzedniego wypadu. Jeszcze po drodze zliczyłem pomnik zaślubin z morzem.
Latarnię morska w Kołobrzegu
Port
Poczułem odrobinę głodu, więc zacząłem szukać miejsca, gdzie można coś zjeść. W moje ręce wpadła ulotka z lokalu Stacja Schabowy. Postanowiłem odszukać go i zobaczyć co dają do jedzenia.
Lokal prezentuje się bardzo fajnie, stylowo, nowocześnie.
Czysto i przyjemnie.
Niestety za tym nie idzie nic. Zamówiłem żurek moją ulubioną potrawę i dostałem żurek z torebki Winiary z ziemniakami i kiełbasą oraz jajkiem. Tak dobrze przeczytaliście żurek z torebki z dodatkami o smaku i zapachu grochówki. Nie podjąłem próby oczekiwania na drugie danie, zrezygnowałem i głody poszedłem dalej. Lokal naprawdę fajnie się zapowiadał, ale cóż widocznie pani G… była cichym wspólnikiem. Ja udałem się zgodnie z zaleceniem personelu do konkurencji. Nie powiem, pierwszy raz się spotkałem z czymś takim. że obsługa chwali konkurencję i sugeruje to, że lepiej zjeść u nich. Poszedłem więc ulica Towarową w kierunku centrum miasta. Po drodze mijając Bindaż
Skierowałem się dalej parkiem Teatralnym do centrum. Po kilku minutach spaceru dotarłem na ulicę Zwycięzców, gdzie trafiłem do restauracji Barka.
Lokal urządzony w dawnym stylu.
A co gotują? Dobrą rybkę i wyśmienitą zupę rybną. To mogę wam z czystym sumieniem polecić, gdyż sam wypróbowałem na sobie. Zamówiłem zestaw dorsz z frytkami i surówką za 25 zł i pół porcji zupy rybnej. Pierwsza wylądowała przede mną rybka.
Delikatny dorszyk do tego frytki i świeża surówka (tak wiem, że to dziwne, ale lokale w miejscowościach turystycznych czasem mają z tym problem, ba nawet dość często) Ryba smażona była w świeżym tłuszczu, jak i frytki i uwaga w osobnych naczyniach co normalnie może wywołać szok (tak to też niestety nie jest norma). Rybka świeża i w panierce, która nie jest grubsza od niej. Sama panierka delikatna, choć nie była chrupiąca (lubię chrupiące panierki) to całość bardzo mi smakowała. Do tego, jak już wspomniałem frytki z ziemniaka, a nie puste w środku. Porcja spora i jak na warunki kołobrzeskie nie kosztowała dużo. Po rybie wpadła zupa rybna. Tak odwrotnie niż zwykle, bo długo się namyślałem czy dam radę ją wcisnąć w siebie.
Koszt pełnej porcji to 15 zł i powiem wam warto. Ja się najadłem wcześniej ryba i podejrzewam, że nie dałbym rady zjeść dwóch pełnych porcji.
Zupa to delikatny bulion rybny z dużą ilością ryb w środku. Naprawdę treściwa i syta zupa. W środku znajdziemy dorsza, łososia i inne ryby, oraz paprykę, marchew i inne warzywa. Całość doskonale się komponuje, choć ja zawsze muszę po marudzić. Brakowało mi tu ostrości, ale zupa smaczna, to tylko moje przyzwyczajenia dają znać o sobie. Po tak sytym obiedzie wytoczyłem się na zewnątrz i ruszyłem w kierunku starówki, po drodze mijając pocztę.
Minąłem Park 18 Marca i Pomnik Walk o Kołobrzeg.
By po chwili idąc przez skwer Miast Partnerskich.
Dotrzeć na kołobrzeską starówkę, gdzie pośrodku pięknie się prezentuje odnowiony Urząd Miasta Kołobrzegu.
Po krótkiej sesji fotograficznej udałem się w kierunku Muzeum Oręża Polskiego.
Na tę chwilę, nie wiem jak długo, ale na razie w poniedziałki muzea mają wstęp wolny i można je zwiedzać bezpłatnie. Ja niestety dotarłem już na kilka minut przed godziną 14 i nie miałem okazji zwiedzić muzeum, ale następnym razem to jest mój obowiązkowy punkt na mapie do zobaczenia w Kołobrzegu.
Jednak nie wszystko stracone, gdy jedne drzwi się zamykają, inne się otwierają (nie wiem, czy dobrze pamiętam to przysłowie). Pomimo zamknięcia już muzeum mogłem sobie zwiedzić wystawę na zewnątrz obiektu, gdzie na stosunkowo niewielkiej powierzchni zgromadzono naprawdę sporą liczbę eksponatów.
Jak sami widzicie, warto się wybrać do tego muzeum.
Czas biegnie nie ubłagalnie i pora ruszać w kierunku dworca. Spokojnym krokiem zacząłem podążać do miejsca, skąd odjeżdżają autobusy Voyagera do Krynicy i Gorlic. Wróciłem na starówkę, potem udałem się w kierunku skweru Pionierów Kołobrzegu, gdzie główną atrakcją tego miejsca jest fontanna Szczęki Prezydenta.
Tutaj na chwilę przystanąłem przy takim food trucku z lodami (przyczepie).
Wciągnąłem porcję lodów śmietankowych.
I udałem się w kierunku przystanku. Tu muszę się wam przyznać czasem mam problemy z odczytaniem zegarka i na miejscu byłem na ponad godzinę przed odjazdem, więc przespacerowałem się do miejsca, gdzie odpoczywają autobusy po przebytej drodze.
Nadeszła godzina odjazdu Marcin i Tomek przyszli około półgodziny przed podstawieniem się na przystanku i przygotowali autobus do drogi. Około godziny 16: 30 podstawili się po pasażerów.
Sprawnie i szybko zapakowali pasażerów i byli gotowi do odjazdu. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i można ruszać w drogę.
Punkt o 16:40 wyruszyli do Gorlic, a ja zostałem w oczekiwaniu na mój kurs. Tak dobrze zgadliście, wracałem kursem Kołobrzeg <> Krynica-Zdrój o godzinie 18:15, ale o tym będzie osobny wpis oraz porównanie obu linii.
